gdy miałam jakieś 12 lat wysłałam swoje pierwsze dorosłe opowiadanie na konkurs do Filipinki.

Trwały wakacje, które spędzałam u dziadków, a Filipinkę kupiłam w kiosku za rogiem osiedla, razem z Kobietą i Życiem dla babci i Rzeczpospolitą dla dziadka. Konkurs dla czytelniczek rzucił mi się w oczy już przy pierwszym, pobieżnym kartkowaniu. Myślałam o nim cały dzień i jeszcze z pół kolejnego, i pewnie myślałabym jeszcze dłużej, ale zepsuła się pogoda i po obiedzie nic nie wyszło z wiszenia na trzepaku.

No więc zestawiłam z półki walizkę z maszyną do pisania dziadka, nakręciłam pierwszą kartkę, wytarłam spocone dłonie o dżinsowe szorty i z bijącym sercem zaczęłam PISAĆ.

Nie pamiętam tytułu ani niewątpliwie zawiłej fabuły mojego pierwszego poważnego dzieła, ale wiem, że esencją opowiadania była mieszanka upalnego lata i miłości jak z Dirty Dancing tyle że w nastoletniej odsłonie, zbliżonej do teledysku “Lambady” Kaomy.

Wiem, genialne.

I tak, żałuję, że nie zostawiłam sobie kopii :))))

Ale za to doskonale pamiętam jak radość sprawiło mi PISANIE, wymyślanie postaci, wrzucanie ich w wir skomplikowanych wydarzeń i dopracowywanie happy-endu (no musiał być przecież!). 

Podobała mi sama czynność pisania, stukot klawiszy wybijających litery, każdy “ping” dźwięczący po zakończeniu linijki i wreszcie ułożenie zapisanych kartek w równy acz niewielki stosik. 

To było naprawdę COŚ.

Mimo, że konkursu (oczywiście) nie wygrałam.

Nie dostałam nawet żadnej odpowiedzi (droga Filipinko, naprawdę Cię nie winię :)) )

Ale od tamtej pory zaczęłam pisać coraz więcej. Regularnie prowadziłam dziennik, pisałam wiersze i masę, naprawdę masę listów. Kochałam to.

A potem, jak to bywa, zdarzyło się życie.

Za pierwsze wypracowanie w liceum dostałam trzy na szynach. Nie trafiłam w gust nauczycielki i zalecaną interpretację greckich mitów. Kolejne nie poszły mi wcale lepiej, więc po prostu przestałam się starać. Przestałam pisać dla siebie. Zaczęłam pisać dla innych, wypełniając słowami ramy szkolnego programu.

Gdy skończyłam studia, dostałam pracę i zaczęłam dorosłe życie myśl o swoim pisaniu wróciła. Czułam, że czegoś mi brakuje, że gdzieś się totalnie pogubiłam i przestałam być sobą. Miałam wrażenie, że życie przecieka mi między palcami, a ja wciąż na coś czekam. Na wyjście z biura. Na piątek. Na urlop. Na okazję do L4. I wciąż nic, absolutnie NIC ciekawego się dzieje.

No więc wróciłam do dziennikowania. A potem adoptowała Lu (tę historię też bardzo ważną dla mojego pisania opowiadałam już tutaj). Zacząłem prowadzić bloga podróżniczego. Wysyłałam swoje teksty do gazet (znowu! :)) ). Po prawie 10 latach rzuciłam (bardzo męczący) etat. Zaczęłam pracować zdalnie pisząc teksty na strony internetowe i do magazynów podróżniczych. Założyłam swoją firmę. Wymyśliłam Klub Otwartej Szuflady. Poznałam cudowne Kobiety, które też kręci pisanie. Nagrałam kurs dziennikowania. Stworzyłam Pisalnię. Wyprowadziłam się z Warszawy.

A teraz piszę patrząc przez okno na potężne świerki rosnące przed naszym drewnianym domem na wsi. Boluś z Florcią śpią obok mnie, pranie suszy się na sznurku rozwieszonym między brzozami, a ja w końcu na nic nie czekam. Czuję, że znalazłam swoją drogę i swoje miejsce. 

Uważam, że powrót do kreatywności, do tego co sprawia(ło) nam przyjemność, robi(ło) motyle w brzuchu i gęsią skórę na przedramionach może sprawić CUDA.

Bo nigdy nie wiadomo dokąd prowadzi nasza droga.

I dlatego właśnie wymyśliłam Iskrę, platformę dla kobiet które pragną w końcu znaleźć czas dla i na siebie, twórczo się rozwijać i realizować niezależnie od wieku, doświadczenia, wykształcenia i roli jaką pełnią w życiu.

To będzie prywatna, bezpieczna i pluszowa przestrzeń, w której rozkręcimy (albo odkurzymy) swoje zainteresowania w trakcie kreatywnych kursów i warsztatów na żywo. Będziemy razem m.in. malować, pisać, poznawać podstawy fotografii i uczyć się znajdować czas i przestrzeń na naszą kreatywność.

Iskra rusza 04.04. o godzinie 19-stej i będzie trwała przez 6 pełnych inspiracji, motywacji i kobiecego wsparcia miesięcy.

Dołącz do nas i rozpal swoje Iskrę!


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.