W tym wpisie (który aktualizuję na bieżąco) opowiem Ci o książkach, od których nie mogłam się oderwać w 2022.

#21. „Daisy Six & The Jones” Taylor Jenkins Reid

Daisy Jones and the Six
Daisy Jones & the Six

Od „Daisy” zaczęła się moja znajomość z Taylor. Od tamtej pory czytam wszystko co wyda.

Lata ’70-te to mój absolutnie ulubiony muzycznie czas i właśnie w tej epoce dzieje się akcja książki. Historia opowiedziana jest w formie retrospekcyjnych wywiadów z członkami zespołu i osobami, które są im bliskie (czytając czułam się jakbym oglądała program VH1) i to jest naprawdę ciekawy zabieg, bo często te same zdarzenia pokazane są z różnych perspektyw. Poznajemy kulisy drogi do sławy The Six, obserwujemy wielki przełom i boom, a potem nagły upadek.

Są dramy, pasja, imprezy, sława i MUZA.

Czyta się ekspresowo

#20. „Ten dziwny wiek” Kiley Reid

Ten dziwny wiek
Ten Dziwny wiek

Czarnoskóra Emira pracuje jako opiekunka Briar, córki białej Alix. Przez nieporozumienie zostaje oskarżona o porwanie dziecka, a całą sytuację filmuje przypadkowy przechodzień. Incydent zostaje szybko wyjaśniony, ale uruchamia domino zdarzeń, które coraz bardziej komplikują życie Emiry i Alix. Próbując znaleźć najlepsze (dla siebie) rozwiązanie każda z nich dokonuje coraz mniej przemyślanych wyborów i decyzji.

„Ten dziwny wiek” to powieść na wskroś współczesna nie tylko w kontekście fabuły, ale również języka. Doskonale mi się ją czytało. chociaż nie polubiłam żadnej postaci (no może oprócz Briar). W nieoczywisty sposób porusza problem rasizmu, nierówności społecznej i wyborów, które podejmujemy u progu dorosłości. Miałam wrażenie, że żadna scena nie była tutaj przypadkowa, a każda sytuacja niosła konsekwencje. Zero lania wody i bardzo wyraziste postacie.

#19. „Pokojówka” Nita Prose

Pokojówka

Luksusowy hotel, zagadkowe morderstwo i pokojówka, która postrzega świat nieco inaczej.

Tak, to jest kryminał, ale taki w stylu Herculesa Poirot i panny Marple, a nie „Milczenia owiec”. Tyle, że rozwiązanie zagadki śmierci pana Blacka pozostaje w gestii Molly, neuro-atypowej 25-latki, która z trudnością odczytuje intencje i sygnały wysyłane przez innych ludzi.

Opowieść nieskomplikowana i bez spektakularnych zwrotów akcji, podobała mi się bardziej ze względu na postać Molly niż na samą intrygę. Przeczytałam w dwa wieczory.

#18. „Kochankowie i pisarze” Lily King

Kochankowie i pisarze Lily King
Kochankowie i pisarze

Wbrew tytułowi ta książka jest o PISARCE. O dziewczynie takiej jak ja, dziewczyny z Klubu Otwartej Szuflady, czy być może też Ty, skoro tutaj zaglądasz.

Casey kocha pisać.

Od lat pracuje nad swoją pierwszą powieścią jednocześnie próbując utrzymać się i spłacić studencki kredyt z pensji kelnerki. Poznajemy ją w chwili, gdy stara się pozbierać po śmierci mamy, uporządkować życie zawodowe i wybrać pomiędzy dwoma bardzo różnymi mężczyznami, którzy pojawiają się w jej życiu.

Ale nie jest to romans, ckliwa opowieść o miłości, a raczej historia o pasji, niełatwym dążeniu do spełnienia ważnego marzenia i próbie pogodzenia życia, którym chcemy żyć z torem przeszkód, który funduje nam rzeczywistość.

Bardzo mi się podobała.

#17. „Wrony” Petra Dvořáková

Wrony

Bardzo smutna jest ta książka. Przeczytałam ją w jedno popołudnie, ale została ze mną na dużo dłużej.

To opowieść o potrzebie bycia kochaną, rozumianą i akceptowaną napisana na przemian z perspektywy dorastającej córki i matki.

I chociaż historia kilkunastoletniej Basi, zagubionej nastolatki o artystycznej duszy, łamie serce, to bardziej zryła mi myśli postać jej matki. Przez lekturę całej książki widziałam w niej kobietę wtłoczoną w swoją rolę, kobietę, która nie wiedziała, że mogła mieć wybór, że mogła nie zgodzić się na takie życie, nie wychodzić za mąż, nie rodzić dzieci. Kobietę, która z pewnością nie chciała, a jednak została matką. I swoją złością, frustracją i rozczarowaniem życiem najmocniej rani niczemu winną córkę.

Zakończenie Wron wbiło mnie w kanapę. Chociaż im dłużej o nim myślę, tym bardziej wydaje mi się, że ta historia nie mogła skończyć się inaczej.

#16. „Papierowy pałac” Miranda Cowley Heller

Papierowy pałac
Papierowy pałac

Lato, powietrze gęste i wilgotne, dom letniskowy nad jeziorem, tajemnica, namiętność i miłość. Z jednej strony dojrzała i ciężka od sekretów, z drugiej wciąż orzeźwiająca i świeża, bo nasycona pierwszymi razami.

Jedna noc zmienia bieg spokojnego życie Elle i stawia ją przed trudną decyzją. Peter czy Jonas? Mąż, czy najlepszy przyjaciel, który stał się kochankiem? Teraźniejszość budowana od lat na solidnych podstawach, czy niepewna przyszłość oparta na trudnych wspomnieniach?

Chociaż na pierwszy rzut oka fabuła „Papierowego Pałacu” brzmi jak letni romans z elementem zdrady to zagłębiając się w kolejne rozdziały dostałam o wiele, wiele więcej.

Plus główni bohaterowie są po 50-tce, a to dodaje fabule 100 punktów do zajebistości, bo to mega rzadki przedział wiekowy w opowieściach o namiętności.

Oraz ten początek:

#15. „Byliśmy łgarzami” E. Lockhart

Byliśmy łgarzami
Byliśmy łgarzami

Dokładnie takiej książki potrzebowałam po „Mireczku”.

Łagrze to historia jednego lata i konsekwencji jakie ze sobą przyniosło.

Zaczyna się niewinnie: czwórka zamożnych nastolatków (yep to książka o nastolatkach), prywatna wyspa, spotkania na które się czeka, pierwsza miłość, wakacyjny luz. Ale już w krótce dowiadujemy się, że stało się COŚ strasznego. Coś co zmieniło WSZYSTKICH I WSZYSTKO. I towarzyszymy głównej bohaterce w odkrywanie kolejnych warstw tej tajemnicy.

Czyta się w jedno popołudnie.

I tak, zakończenie jest zaskakujące.

#14. „Mireczek. Patoopowieść o moim ojcu” Aleksandra Zbroja

Mireczek

Po raz pierwszy tak głęboko weszłam w temat uzależnienia od alkoholu rodziców i ta książka dosłownie mnie zmiażdżyła. Bo chociaż wydawało mi się, że rozumiem skalę problemu, bo przecież „mówi się o tym”, to żaden tekst, który do tej pory czytałam nie był tak osobisty i nie sięgał aż tak głęboko.

Książka jest nie tylko trudną, pełną emocji relacją z dorastania z ojcem alkoholikiem, ale również próbą odtworzenia zdarzeń z przeszłości, w których autorka szuka przyczyny jego choroby.

„Opowieść o Mireczku zdarzyła się naprawdę, choć jej poszczególne części o prawdę jedynie się ocierają. Czemu on, czemu poddał się piciu i co z tego spłynęło na mnie? – nadal nie wiem. Postawiłam kilka hipotez. Żadnej z nich nie jestem pewna, jednocześnie jestem pewna ich wszystkich.”

Rozchodniaczek

Nie ma w „Mireczku” oceny, nie ma happy-endu, dobrych rad jak żyć po. Jest bolesne świadectwo i intymna historia, która uwrażliwia i otwiera oczy.

#13. „Moja mroczna Vanesso” Kate Elisabeth Russell

Moja Mroczna Vanesso

Przez połowę książki wkurzałam się na Vanessę, chciałam nią potrząsnąć i wykrzyczeć, że powinna się opamiętać i otworzyć oczy. Przez drugą połowę było mi jej cholernie szkoda, chciałam ją przytulić, porozmawiać z nią, wysłuchać.

Ta książka nie jest łatwa. Czytanie niektórych fragmentów aż boli.

Ale mimo to nie mogłam się od niej oderwać, tak bardzo chciałam zrozumieć coś, czego racjonalnie zrozumieć się po prostu nie da.

Relację Vanessy z nauczycielem angielskiego Stranem, poznajemy na dwóch płaszczyznach czasowych. Przeszłość widzimy oczami nastolatki zafascynowanej 42-letniem mężczyzną. Teraźniejszość to perspektywa dorosłej kobiety, która musi skonfrontować swoje postrzeganie związku ze Stranem (i jego konsekwencji) z tym, kim się stała, jak żyje i jak tę część jej przeszłości postrzegają inni – kobiety, z którymi Strane miał styczność, jej matka, były partner, terapeutka.

Nigdy nie rozumiałam zachwytów nad Lolitą, to była zawsze dla mnie odrażająca historia, bez względu na kunszt użytego języka. I Mroczna Vanessa tylko utwierdziła mnie w tym przekonaniu.

„Czuję, że nie mogę stracić tego, czego trzymam sie kurczowo od dawna. Rozumiesz? To musi być historia miłosna. Potrzebuję tego (…).

Bo jeśli to nie była miłość to co?

(…)

To moje życie – mówię. – To było całe moje życie.”

#12. „Dorośli” Marie Aubert

Dorośli

Ta książka jest wszystkim od czego uciekam w relacjach opatrzonych etykietą „rodzinne”. Wymuszone, nieszczere rozmowy, zazdrość, złośliwość, nieumiejętność słuchania i zrozumienia.

Ciężko (choć szybko) czyta się „Dorosłych”, bo są do bólu prawdziwi. No bo która z nas nie słyszała tekstu, że przecież z „rodziną wypada się spotykać”?

Ida, główna bohaterka, którą w oczach bliskich definiuje bezdzietność (ale nie z wyboru) i brak stałego partnera przyjeżdża do rodzinnego domku wakacyjnego na urodziny mamy. W domku rozgościła się już jej młodsza, w końcu oczekująca dziecka siostra Marthe, z partnerem Kristofferem i jego z córką z poprzedniego związku.

No nie ma miłości między tymi siostrami.

Ich relacja przypomina mi najbardziej drażniące „przyjaźnie” w jakich tkwiłam. Złośliwości schowane pod przykrywką, drzazgi z przeszłości, niedopowiedzenia i rywalizacja właściwie nie wiadomo o co.

Ale nie tylko siostrzane relacje są tu skomplikowane. Posłuchaj co za plecami Marthe mówi Kristoffer:

„Nie chcę kolejnego dziecka – oświadcza Kristoffer (…) – Między mną a Heleną wszystko się posypało po narodzinach Olei. Człowiek nie ma pojęcia jakie to męczące. To zupełny koszmar. Mówię poważnie: człowiek nie ma pojęcia, tego n i e d a się sobie wyobrazić. Gdy się rozstaliśmy, myślałem, że jeśli znajdę nową partnerkę, to nigdy nie zdecydujemy się na dziecko i nie będziemy ryzykować rozstania, jak maluch skończy dwa lata. (…)

(…) Nie mogłem powiedzieć „nie”. Jak mógłbym jej tego odmówić? Nie można odmówić kobiecie możliwości posiadania własnego dziecka.”

Po przyjeździe matki sytuacja w domku jeszcze bardziej się zagęszcza i grzęźnie w bagnie relacji, w których tak naprawdę nikt nie chce tkwić.Warto przeczytać, żeby spojrzeć z dystansem na to, co nas gryzie w podobnych sytuacjach.

I może w końcu COŚ z tym zrobić.

#11. „Nasze małżeństwo” Tayari Jones

Nasze małżeństwo

Historia czarnoskórego małżeństwa rozdzielonego zaledwie 1,5 roku po ślubie wyrokiem skazującym.

Roy trafia do więzienia za gwałt, którego nie popełnił. Celestial próbuje odnaleźć się i siebie w tej sytuacji.

W „Naszym małżeństwie” postacie są niedwuznaczne i chyba to mi się najbardziej podobało. Trudno mi powiedzieć, czy kogoś polubiłam, chociaż niewątpliwie potrafiłam zrozumieć decyzję i zachowanie postaci. Czytając nie czułam, że autorka w jakikolwiek sposób ocenia zarówno Celestial jak i Roya. Do tego postacie drugoplanowe są wielowymiarowe, nie wypełniają tła, a naprawdę „żyją” i mają wpływ na to kim byli, są i stają się Roy i Celestial.

Do tego część książki napisana jest w formie listów, co bardzo mnie urzekło.

P.S. Podobno do napisania tej powieści autorkę zainspirował usłyszany w autobusie dialog. Pomysły na pisanie naprawdę kryją się wszędzie, czasem wystarczy oderwać wzrok od telefonu i wyjąć z uszu słuchawki.

#10. „One płoną jaśniej” Shobha Rao

one plona jasniej
One płoną jaśniej

W zeszłą sobotę w Klubie Otwartej Szuflady rozmawiałyśmy o książkach, które nas poruszyły do łez. O takich, które zostawiły ślad w naszych serduchach i zryły myśli.

„One płoną jaśniej” to dokładnie taka książka. Zapamiętam ją na długo.

Purnima i Sawitha żyją w niewielkiej wiosce, w której głód, bieda, lekceważenie i okrucieństwo mężczyzn wobec kobiet to ich codzienność. W tej popapranej rzeczywistości (spoiler alert: książka dzieje się TERAZ) kilkunastoletnie dziewczynki znajdują w sobie oparcie, są dla siebie schronieniem i jedyną radością.

Do czasu, gdy Sawitha zostaje zgwałcona.

To punkt zwrotny książki, chociaż wciąż nie najtrudniejszy przez który musiałam przebrnąć.

Dalsze losy Purnimy i Sawithy to lata cierpienia, bólu i poniżania. Historia, od której chciałam odwrócić oczy, „odwidzieć” sceny, które zobaczyłam, przestać czuć ucisk w klatce piersiowej i gulę w gardle. Bo za każdym razem, gdy myślałam, że już nie może być gorzej, że nie można bardziej sponiewierać duszy i ciała kobiety, dokładnie to się działo.

Ale jednak czytałam dalej.

Chciało mi się ryczeć milion razy, byłam wściekła i przerażona, ale czytałam dalej, bo Purnima i Sawitha naprawdę płoną jaśniej. Ich przyjaźń, miłość, siła i determinacja, żeby przetrwać wdziera się w myśli i zostawia ślad w serduchu na długo.

P.S. Przeczytałam w dwa dni. No i prolog…! Prolog rządzi.

#9. „Ostre przedmioty” Gillian Flynn

ostre przedmioty
Ostre przedmioty

Najpierw obejrzałam serial i zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Wiedziałam, że muszę sięgnąć po książkę, ale zdecydowałam się na to dopiero po dwóch latach, żeby móc odkryć tę historię na nowo.

„Ostre przedmioty” zrobiły mi ciary wzdłuż kręgosłupa. Podobnie czułam się chyba tylko czytając „Milczenie owiec”.

Reporterka Camille wraca do rodzinnego miasteczka Wind Gap w Missouri, żeby nagłośnić i i zrelacjonować sprawę zabójstwa dwóch dziewczynek. Brzmi jak oklepany scenariusz, dopóki nie poznamy matki Camille, wyniosłej i eterycznej Adory, właścicielki ubojni, która w sytuacjach stresowych wyrywa sobie rzęsy pomalowanymi na czerwono paznokciami. I przyrodniej siostry Camille, trzynastoletniej Ammy, która terroryzuje nie tylko swoich rówieśników. I w sumie samej Camille, która pod długimi rękawami koszul lepiących się do pleców w nieznośnym upale południowego lata nosi słowa powycinane na skórze.

Ostre Przedmioty są ciężkie od tajemnic, powiązań rodzinnych i ciemnych zakamarków chorych umysłów.

To nie jest przyjemna książka, ale wciąga jak zła. I do ostatniej strony trzyma w napięciu.

#8. „Zwierzę” Lisa Taddeo

lisa taddeo
Zwierzę

Po „Zwierzę” sięgnęłam, bo wyświetliła mi się parę razy na Instagramie. Przeczytałam ją w zaledwie trzy dni, ale mam na maksa mieszane uczucia.

Historia jest mocna, niepokojąca i momentami przerażająca. Bardzo dobrze pokazuje efekt domina – jeden zachwiany klocek pociąga za sobą kolejny i kolejny, coraz większy i cięższy, i spod każdego z nich coraz trudniej się wygrzebać bez przewracania następnych.

Ale „Zwierzę” nie pochłonęła mnie bez reszty, a do tego początek strasznie mi się dłużył. Mam wrażenie, że książka dopiero w okolicach połowy nabrała tempa, chociaż i tak niektóre wątki poboczne były zbyt długie, a końcówka rozczarowała.

Joan po samobójczej śmierci kochanka ucieka z Nowego Jorku do Los Angeles. Chce zacząć zupełnie nowy rozdział od rozprawienia się z przeszłością i traumą z dzieciństwa, która naznaczyła całe jej dorosłe życie. Historia, opisane w kolejnych rozdziałach jest poszarpana, pełna niedomówień i tajemnic. Przeszłość Joan poznajemy niechronologicznie. Raz cofamy się do dzieciństwa, śmierci rodziców i dorastania z ciotką, innym razem zagłębiamy się w jej relacje i związki z mężczyznami sprzed zaledwie kilu lat. Rozsypane puzzle uzupełnia teraźniejszość upalnego L.A i pokręcone postacie, które stają na jej drodze.

Nie do końca moja bajka, ale mimo wszystko nie mogłam się od niej oderwać i przeczytałam do samego końca.

#7. „Małe ogniska” Celest Ng

Małe ogniska

Tę książkę warto przeczytać nawet jeśli oglądałaś serial, bo jest od serialu lepsza – bardziej skomplikowana, bardziej ryje beret i bardziej wciąga. No i zupełnie inaczej się kończy. Główne bohaterki to uprzywilejowana, żyjąca według utartego schematu studia-mąż-dzieci Elena, której decyzja o trójce dzieci (teraz nastolatków) nie pozwoliła rozwinąć kariery i Mia, artystka-fotografka, podróżująca od miasta do miasta i samotnie wychowującą kilkunastoletnią Pearl. Ich życie, historia i decyzje napędzają i rozkręcają główny wątek powieści.

„Małe ogniska” to opowieść o macierzyństwie, ale nie w ten oklepany, cukierkowy sposób jaki z reguły fundują nam książki o tej tematyce. Celeset Ng przygląda się decyzjom matek i przyszłych matek przez szkło powiększające zostawiając furtkę do naprawdę grubych przemyśleń.

Dlaczego adopcja jest uzależniona od szeregu wymagań i decyzji innych osób, a do zajścia w ciążę i urodzenia dziecka nie trzeba spełniać żadnych warunków? Kto ma większe prawo do dziecka – kobieta, która je urodziła i porzuciła, czy kobieta, które pragnie je wychować? Jak ważna jest tożsamość kulturowa, korzenie i przynależność w trakcie wychowywania małego człowieka? I wreszcie to jedno, najważniejsze pytanie, którego bardzo często nikt nie zadaje: dlaczego w ogóle ktoś decyduje się na dziecko? Jakie motywy stoją za każdą decyzją o urodzeniu, nieurodzeniu albo adopcji dziecka?”

Małe ogniska” to ważne pytania opakowane we wciągającą historię, pełną intrygujących i niejednoznacznych postaci. Bardzo warto.

#6. „Gdzie jesteś, piękny świecie” Sally Rooney

Gdzie jesteś, piękny świecie

Zanim zabrałam się za „Świat” rzuciła mi się w oczy recenzja, że to najlepsza z książek Rooney i trudno mi było wykasować te słowa z głowy podczas czytania. Zagłębiając się w historię Alice i Eileen cały czas czekałam na to „coś” co sprawi, że pomyślę sobie „wow, racja!” i dopiero grubo po połowie musiałam pogodzić się z myślą, że dla mnie to nie będzie najlepsza, ale po prostu kolejna książką Sally Rooney.

„Normalni ludzie” urzekli mnie delikatną fabułą płynącą jak życie, która w „Świecie” snuje się dokładnie tak samo. To nie jest emocjonalny rollercoaster, a po prostu bijąca regularnym rytmem opowieść.

Dwie przyjaciółki, dwa spojrzenia na związki i miłość, i przemyślenia na temat swojego miejsca w życiu, pracy, przyjaciół, znajomych. Tylko tyle i aż tyle. To nie jest książka, dla której zarywa się noce, a raczej przerywnik do poczytania przy porannej kawie.

Jeśli to będzie Twoja pierwsza książka Sally powinna Ci się spodobać. Dla mnie najlepsi (bo byli pierwsi) są wciąż „Ludzie”.

#5. „Kotański Bóg Ojciec. Konfrontacja. Opowieść o legendarnym twórcy Monaru” Anna Kamińska

Kotański. Bóg ojciec Konfrontacja

To trzecia biografia napisana przez Annę Kamińską po którą sięgnęłam. Wcześniej czytałam świetną Simoną Kossak i Wandę Rutkowską.

Przed lekturą tylko pobieżnie znałam działalność Kotańskiego i niedużo wiedziałam o historii narkomanii w Polsce dlatego bardzo podobał mi się początek, w którym Kamińska nie tylko przybliża dzieciństwo i młodość Kotana (w proporcjach w sam raz), ale też dużo pisze o postrzeganiu narkomanii w Polsce lat ’70.

„W Polsce „nie ma narkomanii” i każdy kto zasugeruje w prasie, że jest inaczej, może mieć kłopoty.”

„Jeżeli do momentu wynalezienia kompotu można było jeszcze w sposób względnie sensowny mówić o elitarności narkomanii w Polsce (…) to teraz wypadki potoczyły się błyskawicznie. Po kompot mogą sięgnąć wszyscy. Zapotrzebowanie na narkotyk rośnie, bo kompot uzależnia ekspresowo.”

Kotański wypełnia lukę, której inni próbują nie widzieć albo byle jak załatać. Szuka metod leczenia i wyciągania z uzależnienia stosując metody, o których w Polsce nikt jeszcze nie słyszał. Zakłada i prowadzi pierwszy ośrodek dla osób uzależnionych oparty na społeczności terapeutycznej, który z czasem stanie się początkiem jego drogi zawodowej i pierwszym ogniwem Monaru.

Temu okresowi w życia Kotana Kaminska poświęciła lwią części książki. Na mnie jednak dużo większe wrażenie zrobił czas, w którym Kotański angażuje się w pomoc zakażonym wirusem HIV i próbuje założyć pierwsze domy dla zakażonych dzieci. To co działo się w miejscach, w których miały powstać – protesty, wandalizm, groźby, rozróby, bardzo mnie poruszyło.

Ostatnia część opowiada o Markocie i trudnych próbach ogarnięcia problemu bezdomności na początku lat 90-tych.

To nie jest łatwa książka, nie czyta się jej szybko, ale zostaje w głowie i daje do myślenia. Z opowieści Kamińskiej i ludzi, z którymi rozmawiała wyłania się człowiek, zdecydowanie nie bez wad, taki, którego pewnie nie łatwo było polubić, wrażliwy, ale i bezkompromisowym, skupiony na pomaganiu i zdolny do niebywałych poświęceń dla drugiego człowieka.

Na mnie życiorys Kotańskiego zrobił duże wrażenie.

#4. „Głód” Roxane Gay

Głód Roxane Gay

„Nie wiem, jak to się stało, że rzeczy tak dalece wymknęły się spod kontroli – a może wiem. To mój refren. Utrata kontroli nad ciałem postępowała stopniowo. Zaczęłam jeść, żeby zmienić swoje ciało. Rozmyślnie. Kilku chłopaków zniszczyło mnie tak, że ledwie przetrwałam. Wiedziałam, że nie byłabym w stanie znieść kolejnego podobnego pogwałcenia, więc jadłam, sądząc, że jeśli moje ciało stanie się odpychające, zdołam utrzymać mężczyzn na dystans.”

Poruszający serducho i ryjący myśli „Głód” Roxane Gay polecałam w ostatnim Liście z Szuflady.

To książka nie tylko o ciele, ale i o duszy. Wciąż do niej wracam, chociaż skończyłam ją czytać dobre parę tygodni temu. Opowieść bez pouczania, motywowania i gotowych rozwiązań. Opowieść jak życie, po prostu PRAWDZIWA. Napisana przez Pisarkę, której teksty na stronie The New York Times czytałam na jednym wdechu.

#3. „Dziewczyna, kobieta, inna” Bernardine Evaristo

Dziewczyna, kobieta inna

Tym razem zacznę od od końca, od słowa od tłumaczki, Agi Zano:

„W „Dziewczynie, kobiecie, innej” roi się od terminów, zjawisk i realiów pozornie niemożliwych do przełożenia. Nietrudno odnieść wrażenie, że Bernardine Evaristo napisała tę powieść „na ucho” – tu sposób mówienia liczy się w równym stopniu co kolor skóry, a dobór słów i ich wymowa zdradzają klasę społeczną, wiek, poglądy i, co istotne, nierzadko też pochodzenie postaci.

(…)

Brak odpowiednich narzedzi (niewykształconym lub nieupowszechnionych jeszcze w języku) pokazuje, jak potrzebna jest nam literatura taka jak ta powieść – rozlegają się w niej głosy tych, którym pozwala się na to zdecydowanie zbyt rzadko. W Polsce osoby LGTB+ wciąż są prześladowane, marginalizowane, a ich istnienie tabuizowane, co znajduje odzwierciedlenie w języku oraz w jego (nie)obecności. „

To jest książka złożona z opowieści o kobietach w różnym wieku i o różnym odcieniu skóry, różnym pochodzeniu, i różnym spojrzeniu na świat i na miłość. Niektóre historie otworzyły mi oczy na sprawy, o których nigdy nie myślałam, inne ożywiły wspomnienia, a jeszcze inne były tak niezwykłe i „nowe”, że myślałam o nich długo po odłożeniu książki.

To nie jest książka, którą czyta się w jeden wieczór.
To nie jest książka, która wciąga jak odkurzacz (wyobraź sobie, że nie ma w niej kropek, już samo to spowalnia czytanie),
Ale zdecydowanie jest to książka, która warto przeczytać, szczególnie TERAZ.

#2. „Nieposkromiona” Glennon Doyle

Nieposkromiona

Na Glennon Doyle po raz pierwszy trafiłam na Netfliksie, w programie Reese Witherspoon „Shine on” Oglądając wywiad pomyślałam, że podoba mi się jej spojrzenie na świat, jej historia i szczerość. No więc kupiłam „Nieposkromioną” od razu, gdy wyszła.

„Nieposkromiona” to nie jest powieść. To zbiór życiowych, osobistych historii, przemyśleń i obserwacji, które ryją beret.

Jak chociażby ta o przyjaciółce Glennon, Ashley, która po raz pierwszy poszła na zajęcia bikram jogi i mimo, że w trakcie zajęć poczuła mdłości i zawroty głowy nie wyszła z sali. Bo przecież instruktor uprzedzał, że będzie ciężko, gorąco i trudno, ale trzeba to po prostu przetrwać. Nie poddawać się zbyt łatwo, tylko ćwiczyć. Ashley ćwiczyła więc do końca, z trudem powstrzymując płacz i atak paniki. Mimo, że drzwi sali nie były zamknięte i mogła w każdej chwili wyjść.Ćwiczyła przez całe 90 min, bo dokładnie do tego zobowiązała się przychodząc na zajęcia. I tego właśnie oczekiwał od niej instruktor. Po skończonej sesji ledwo dobiegła do toalety i zwymiotowała z przemęczenia i stresu.

Mój egzemplarz „Nieposkromionej” jest po angielsku, ale książka Glennon jest oczywiście dostępna po polsku.

#1. „Ekstaza” Anna Gacek

Ekstaza Anna Gacek

Jeśli w liceum kręcił Cię grunge, koszule w kratę i martensy to każdy rozdział ożywi wspomnienia. Dowiesz się skąd wziął się tytuł „Smells like teen spirt”, jak Kurt i Eddie Vedder radzili sobie ze sławą i dlaczego klip do „One love” U2 miał 3 wersje. Czytanie wchodzi najlepiej ze ścieżką dźwiękową unplugged Nirvany, Peral Jamu i Mariah Carey (serio!)

Uwaga! To nie jest książka o tym, co w latach ’90-tych działo się w Polsce, ani nawet w Europie. Ale jeśli odpalałaś MTV zaraz po powrocie ze szkoły – spodoba Ci się.

Więcej propozycji książkowych i kolejne książki z KCzCz znajdziesz pod tagiem #KlubCzułejCzytelniczki na dole strony.

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.