Nie chcemy mieć dzieci.

Zadecydowaliśmy o tym RAZEM. Nigdy nie próbowaliśmy, nigdy nie zakładaliśmy „że jak się przytrafi, to będzie”, nigdy nie czuliśmy, że pragniemy zostać rodzicami.

I nigdy nikogo nie pytaliśmy o zdanie. To nasz WYBÓR. Nasza decyzja. Jak każda inna, która dotyczy TYLKO naszej dwójki (czwórki teraz 🐕🐕) i naszego życia.

I w sumie powinno to być jasne, przecież nikt nikomu nie powinien zaglądać do łóżka, ale jednak z jakiś chorych powodów temat bezdzietności z wyboru wciąż nie jest rozumiany i traktowany na równi z wyborem posiadania dziecka.

Wciąż wiele osób bezczelnie twierdzi „że będziemy żałować”, „nie wiemy co tracimy”, „co zrobimy na starość” i „że skąd mamy wiedzieć skoro nawet nie spróbowaliśmy”. Jakby powołanie na świat kolejnego człowieka równało się odkryciu nowego smaku czipsów. Pytanie „A kiedy Wy?” nadal jest społecznie (i rodzinnie!!) akceptowalne.

Do tego, jeśli jesteś kobietą, słyszysz (bezpośrednio albo za plecami), „że Twój zegar biologiczny tyka”, „że nie będziesz w pełni kobietą, jeśli nie zostaniesz matką”, „że to na pewno jej wymysł, on by chciał mieć maluszka” i jeszcze ” że dzieci zastąpiła psami, wariatka”, co doprowadza mnie do furii w najczystszej postaci.

Dyskusje o bezdzietność z wyboru powracają jak bumerang szczególnie w okresie świątecznym, gdy spotykasz się z „rodziną”, której na co dzień już dawno unikasz. Dlatego dziś podrzucam Ci link do artykułu „Wolne od dzieci”, w którym już jakiś czas temu opowiedziałam Kasi Świerczyńskiej o powodach naszej wspólnej decyzji. Mam nadzieję, że znajdziesz w nim argumenty, które pomogą Ci odeprzeć wkurzające i naruszające Twoją (lub Waszą) prywatność pytania.


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *