Wyobraź sobie taką sytuację:

Idziesz ulicą i promieniejesz. Jesteś ubrana w swoje ulubione ciuchy, włosy ułożyłaś tak jak lubisz (albo nie ułożyłaś zupełnie), jesteś pomalowana lub nie, w świat niosą Cię Twoje najfajniejsze kalosze, trampki bądź szpilki. Krótko mówiąc jesteś ZAJEBISTĄ SOBĄ i czujesz się świetnie.

I nagle zupełnie obca osoba zatrzymuje się i z pogardą stwierdza, że to co masz na sobie się „gryzie”. Kolorystycznie, z Twoją figurą i z tym, co ona o Tobie myśli. Że tak jest źle, nieładnie, za dużo, za mało, za krzykliwie.

Badumtss.

Czy przebierasz się, bo komuś na ulicy nie pasuje Twój styl?

Albo wyobraź sobie, że siedzisz na swojej ulubionej kanapie w swoim ukochany domu. Urządzonym tak jak lubisz, posprzątanym lub nie, pełnym psiej (lub kociej) sierści, Twoich ulubionych zapachów i muzyki.

I nagle słyszysz jak ktoś naciska klamkę i.. zupełnie obca osoba zaczyna ładować się do środka ze skwaszoną miną wyrażając opinię na temat kubka, w którym pijesz kawę, koloru ścian i kroju (lub braku) firanek.

Czy przechadzasz się za nią z notesem zapisując jakie zmiany powinnaś wprowadzić?

Więc dlaczego uważasz, że ktoś zupełnie obcy ma prawo krytykować Twoje pisanie?

Pisanie, w którym wyrażasz siebie, swoje uczucia, myśli i punkt widzenia?

I robisz to na swoim własnym kawałku internetowej podłogi?

Dlaczego myślisz, że jedna negatywna opinia Twojej twórczości liczy się bardziej niż kilkanaście pozytywnych? Dlaczego chcesz się od razu schować, zacząć poprawiać każdy napisany tekst, albo – o zgrozo! – zupełnie przestać pisać?

Dlaczego poświęcasz WIĘCEJ czasu na dyskusję z krytykiem, niż rozmowę z kimś, kto dodał Ci skrzydeł?

Nie blokuj się, bo jakiś maluczki człowiek z Internetu napisał, że Twoje pisanie to grafomania, koelszczyzna (say whaaat?), nie trzyma się kupy, jest płytkie, płaskie i nic nie warte. I jeszcze, że zapomniałaś o milionie przecinków.

Pytaj o opinię i słuchaj tych, którzy Cię znają, inspirują i wspierają.

To ich zdanie pomoże Ci wzlecieć wyżej, rozwijać się i pisać coraz lepiej (i więcej) .


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *