#1 „Małe ogniska” Celest Ng

Małe ogniska

Tę książkę warto przeczytać nawet jeśli oglądałaś serial, bo jest od serialu lepsza – bardziej skomplikowana, bardziej ryje beret i bardziej wciąga. No i zupełnie inaczej się kończy.

Główne bohaterki to uprzywilejowana, żyjąca według utartego schematu studia-mąż-dzieci Elena, której decyzja o trójce dzieci (teraz nastolatków) nie pozwoliła rozwinąć kariery i Mia, artystka-fotografka, podróżująca od miasta do miasta i samotnie wychowującą kilkunastoletnią Pearl. Ich życie, historia i decyzje napędzają i rozkręcają główny wątek powieści.

„Małe ogniska” to opowieść o macierzyństwie, ale nie w ten oklepany, cukierkowy sposób jaki z reguły fundują nam książki o tej tematyce. Celeset Ng przygląda się decyzjom matek i przyszłych matek przez szkło powiększające zostawiając furtkę do naprawdę grubych przemyśleń.

Dlaczego adopcja jest uzależniona od szeregu wymagań i decyzji innych osób, a do zajścia w ciążę i urodzenia dziecka nie trzeba spełniać żadnych warunków? Kto ma większe prawo do dziecka – kobieta, która je urodziła i porzuciła, czy kobieta, które pragnie je wychować? Jak ważna jest tożsamość kulturowa, korzenie i przynależność w trakcie wychowywania małego człowieka? I wreszcie to jedno, najważniejsze pytanie, którego bardzo często nikt nie zadaje: dlaczego w ogóle ktoś decyduje się na dziecko? Jakie motywy stoją za każdą decyzją o urodzeniu, nieurodzeniu albo adopcji dziecka?

„Małe ogniska” to ważne pytania opakowane we wciągającą historię, pełną intrygujących i niejednoznacznych postaci. Bardzo warto.

#2 „Gdzie jesteś, piękny świecie” Sally Rooney

Gdzie jesteś, piękny świecie?

Zanim zabrałam się za „Świat” rzuciła mi się w oczy recenzja, że to najlepsza z książek Rooney i trudno mi było wykasować te słowa z głowy podczas czytania. Zagłębiając się w historię Alice i Eileen cały czas czekałam na to „coś” co sprawi, że pomyślę sobie „wow, racja!” i dopiero grubo po połowie musiałam pogodzić się z myślą, że dla mnie to nie będzie najlepsza, ale po prostu kolejna książką Sally Rooney.

„Normalni ludzie” urzekli mnie delikatną fabułą płynącą jak życie, która w „Świecie” snuje się dokładnie tak samo. To nie jest emocjonalny rollercoaster, a po prostu bijąca regularnym rytmem opowieść.

Dwie przyjaciółki, dwa spojrzenia na związki i miłość, i przemyślenia na temat swojego miejsca w życiu, pracy, przyjaciół, znajomych. Tylko tyle i aż tyle. To nie jest książka, dla której zarywa się noce, a raczej przerywnik do poczytania przy porannej kawie.

Jeśli to będzie Twoja pierwsza książka Sally powinna Ci się spodobać. Dla mnie najlepsi (bo byli pierwsi) są wciąż „Ludzie”.

#3 „Firekeeper’s daughter” Angeline Boulley

Firekeeper’s daughter

Średnia ocena 4,9 na GoodReads (odpowiedniku naszego LubimyCzytać) na ponad 65 tysięcy (!!) czytelniczek i czytelników to naprawdę dużo. No więc BARDZO czekałam, czekałam i czekałam na tłumaczenie tej książki i….. szybciej doczekałam się promocji na amazonie niż wydania po polsku. W końcu kupiłam w oryginale i nie żałuję, bo to naprawdę kozacka historia i czyta się ją jednym tchem.

Akcja Firekeeper’s daughter dzieje się w fikcyjnym miasteczku graniczącym z rezerwatem Ojibwe. Główna bohaterka to 18-letnia Daunis, która nie pasuje ani do rodziny swojej matki, bogatych założycieli miasteczka, ani do rodziny ojca, słynnego hokeisty z plemienia Ojibwe, który zmarł parę lat temu. Poznajemy ją na progu dorosłości, właśnie skończyła liceum i ma rozpocząć studia. I wtedy jej najbliższa przyjaciółka zostaje zastrzelona przez byłego chłopaka uzależnionego od meta-amfetaminy. BAM! Rzeczywistość staje na głowie, plany biorą w łeb, na jaw wychodzę plemienne tajemnice, a sama Daunis zostaje wciągnięta w śledztwo FBI iiiii love story. No kosmos.

Pierwszy raz czytałam książkę, która dzieje się w środowisku współczesnych rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej i bardzo mi się podobała.

Kolejne wpisy z cyklu 3 książki miesiąca znajdziesz pod tagiem #KlubCzułejCzytelniczki (na samym dole strony).


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.